#2

Mam tak od zawsze. Zajaram się czymś jak pojebany, robię, kombinuję, zapisuję miliard pomysłów i nie mogę się doczekać, aż je wszystkie zrealizuję. I zapierdalam tak jak chomik na tym kołowrotku (czy jak to się tam nazywa) przez jakiś czas, napcham swoje ego pochwałami od znajomych, utwierdzę się w swojej zajebistości, że miałem rację, umiem coś zrobić dobrze, robię, działa.

A potem chuj to strzela i mi się dalej nie chce.

Jest takie stare przysłowie, że gdy ułan spadnie z konia, musi szybko wsiąść z powrotem zanim zacznie się bać. Przegapiłem ten moment jakieś 2 miesiące temu i nie pisałem. Stanąłem sobie obok, odszedłem kawałek i zacząłem nagle interesować się tym, że szabla nie jest ostra, że buty nie wyglancowane, a ten mundur też przypruszony. Ale czas najwyższy wrócić i śmignąć dalej. A bardziej dosłownie – zacząć pisać. Był słomiany zapał, była przerwa, teraz jest reaktywacja. Podobnie było z kilkoma innymi momentami mojego życia w ostatnich czasach. Reaktywacja jest zawsze, po prostu czasem za późno, ale blog to jest coś, do czego wrócić można zawsze.

Przepraszam Was serdecznie za to moje rozjebanie. Obiecuję poprawę. A czy dotrzymam obietnicy – to się okaże, trzymam swoje kciuki i jaja, żeby tak było.

 

P.S.

Dlaczego publikuję to w piątek w okolicach północy?

Bo mi się kurwa zebrało na wylewy. Po alkoholu? Może. Emocjonalnie? Owszem. Szczerze? Zawsze.

„Taśmy Prawdy” istnieją od lat

Nie mam zamiaru wypowiadać się na tematy polityczne czy okołopolityczne. Ani ostatnie wydarzenia, ani kilka poprzednich “afer” zupełnie mnie nie szokuje. Pracowałem przy kilku kampaniach wyborczych, pracowałem w Sejmie, miałem z polityką sporo do czynienia, nie wiem, co byłoby w stanie mnie zaskoczyć. Poznałem polityczną kuchnię na tyle, żeby wiedzieć, że się do tego nie nadaję, nie umiem, powinienem trzymać się od tego z dala, to nie dla mnie. Zobaczyłem jak to wygląda, dziękuję.

Czytaj dalej

Otagowane , ,

Co z tymi Ursynaliami?

Tegoroczne Ursynalia zakończyły się 4 dni temu. Sporo podsumowań już się pojawiło, między innymi u Zbyszka, postanowiłem chwilę odczekać, obrać pozycję dystansu. I z dystansu oceniam tą imprezę tak samo, jak zaraz po jej zakończeniu, czyli…

Czytaj dalej

Otagowane ,

Wielkie powroty, sentymenty i Ursynalia

Że historia jest powtarzalna, a świat zatacza koło, wiadomo nie od dziś. Trendy są powtarzalne, każda nowa moda jest odzwierciedleniem czegoś, co całkiem niedawno już było, czasami z lekkimi modyfikacjami. Mówi się, że kolejne pokolenia nie szanują przeszłości, chcą czegoś nowego, czegoś więcej. Zawsze? Nie koniecznie, nie wszyscy.

Czytaj dalej

Otagowane

Koko Koko Euro Spoko

Ilekroć w ostatnich latach słyszałem coś na temat festiwalu Eurowizji, zazwyczaj padało przy tym słowo “obciach”, “kicz”, “wiocha” lub synonimy. Większość reprezentantów naszego kraju w mniejszym lub większym stopniu odpowiadała właśnie tym określeniom. I nie widzę w tym niczego złego, o to chyba chodzi w tym festiwalu, Mietek Szcześniak czy Anna Maria Jopek swoimi ambitniejszymi kompozycjami nie zachwycili jurorstwa, zdecydowanie bardziej pasuje tam grupa Ich Troje, The Jet Set czy Isis Gee (BTW, ktoś pamięta ostatnią dwójkę?).

Czytaj dalej

„Cicha Woda” urwie brzegi

Kiedy wiele miesięcy temu recenzowałem Równonoc Donatana, pisałem, że to płyta, która sprawiła, że zacząłem zwracać uwagę na hip-hop. Na warstwę tekstową, produkcyjną, wreszcie estetyczną w klipach, jakich dawno nie widziała polska muzyka. I to było świetne.

 

Czy Donatan, jako pomysłodawca i producent tamtego przedsięwzięcia, dalej robi dobrą robotę w takich produkcjach jak My Słowianie czy Cicha Woda, która dzisiaj ma swoją premierę?

Czytaj dalej

Źle się dzieje w państwie szwedzkim

Natrafiłem dzisiaj na newsa o tym, że zespół Katatonia opuszcza perkusista, Daniel Liljekvist. News jak mnóstwo innych, bo muzycy to artyści, a artyści humorzastymi są nie od dzisiaj. Problem polega na tym, że powodem odejścia wcale nie są rozbieżności artystyczne, czyli w praktyce kłótnia z kumplami z zespołu. Problemem jest kasa. Parę miesięcy temu o kasę poprztykali się dziadkowie ze Slayera, bo zarabiali jej tak dużo, że nie ogarniali. Natomiast w Katatonii, zespole dla mnie tylko trochę mniej legendarnym niż Slayer, sytuacja jest zgoła odmienna. Oto treść oświadczenia, jakie wydał Daniel:

Myślałem o tym przez kilka ostatnich miesięcy i doszedłem do smutnej decyzji, iż nadszedł czas by opuścić zespół. Nie ma to nic wspólnego z ‘różnicami artystycznymi’ i tego typu pierdołami. Po prostu nie jestem w stanie połączyć pracy, życia rodzinnego i jednocześnie w 100% zaangażować się w zespół. Czasy dla muzyków są teraz trudne, więc zdecydowałem się skoncentrować na mojej rodzinie i znaleźć normalną pracę, dzięki której będę w stanie zapłacić rachunki.

Słabo, prawda? I to w Szwecji, gdzie mocna muza jest dobrem narodowym, gdzie poziom życia jest wyższy niż u nas, a zarabia się lepiej. Katatonia jest zespołem światowej sławy i światowej klasy, grali na całym świecie, istnieją ponad 20 lat. I co? I dupa. Zatem gdy znowu usłyszę, że ciężka praca, robienie swojej roboty, praca nad jakością muzyki najlepiej jak się potrafi itd. to podstawa, a sukces za tym pójdzie, to wepchnę ten bullshit wypowiadającemu z powrotem do ust. Bo mam wrażenie, że prawdziwa sztuka, w którą wkłada się wszystko: czas, energię i serce, coraz szybciej traci na wartości na rzecz plastiku – i nie rozbijam się tutaj o gatunki muzyki czy sztuki, tak chyba jest wszędzie.

Na koniec mój ulubiony singiel Katatoników:

 

Newsa znalazłem na Metalnews.pl

Czasami jestem idiotą.

Zazwyczaj nie, chyba raczej ogarniam nieźle rzeczywistość, w miarę logicznie dedukuję i wyciągam wnioski. Nie jestem skrajny, choć większość wyrabianych przeze mnie poglądów umiejscowiłbym daleko od centrum. Staram się mieć zdanie na większość tematów, niewiele jest takich, które wywołują u mnie zmieszanie i konfundują.

 

Ale tego po prostu nie ogarniam.

Czytaj dalej

Dzień Pi w e-księgarniach – 8 świetnych książek

Dostałem dwa ciekawe newslettery od Woblinka i Virtualo. O ile na Woblinku kupiłem już sporo, więc jestem przyzwyczajony do tego, że mają fajne oferty, o tyle Virtualo mnie bardzo pozytywnie zaskoczyło, bo do tej pory kojarzyło mi się dość drogo. Wyłapałem kilka ciekawostek z dzisiejszej (Woblink) i weekendowej (Virtualo) oferty obu księgarni, które czytałem albo już mam i polecam, albo sam zakupię. Głównie literatura faktu, trochę podróży, czyli akurat na wiosnę i przed wakacjami. Bierzcie i konsumujcie.

Czytaj dalej

Otagowane , , , ,

Soundtrack to my life #2 – Scenes From A Memory

“Dream Theater, taki słabo znany zespół…” – te słowa wypowiedział jakieś 13 lat temu mój kolega z bloku obok, Paweł J., wręczając mi przepalaną płytę w tzw. “grubym” pudełku. Verbatim, porządna, znaczy że nie “stracona” na jakiś badziew. Zero podpisu, żadnego tytułu, spisu kawałków. Tylko ta wieloznaczna nazwa. Powiedział też: “Najlepiej słuchaj na słuchawkach albo dobrym stereo, koniecznie w półmroku. Wsłuchaj się, odpłyniesz…”. Tak poznałem płytę Metropolis pt. 2: Scenes From A Memory.

Czytaj dalej