Category Archives: Muzyka

Młody Człowiek i Może

Też bierze udział w wojnie – z rzeczywistością. Mierzy się z dzikimi zwierzętami – tymi w ludziach. “Nazwisko” też jakby podobne. Ale przede wszystkim to, że jest prawdziwy. To są podobieństwa pomiędzy Hemingway’ami, które widzę.

Czytaj dalej

Reklamy

Nowe idzie od wschodu

I tym razem to nie zielone ludziki Władimira. To muzyka, po przesłuchaniu której mielibyście wątpliwości, czy została nagrana w słonecznej Kaliforni, czy w jeszcze bardziej słonecznym Byron Bay. A tu jeb: Kijów, Taganrog, Kiszyniów, Donieck. Tak, te regiony wcale nie kojarzą się ze sprzyjającą aurą dla twórców, zwłaszcza ostatnio. A jednak, mimo wszystko dają radę tworzyć, nagrywać, grać i koncertować, i to jest godne podziwu.

  Czytaj dalej

Otagowane , , , , , ,

Afrometal

Nie, nie ma w tym tytule literówki. Nie wiecie o co chodzi? No to macie dwa wyjścia: Kupić nową płytę Afromental (hard), posłuchać jej w Spotify / Deezer (medium), albo zacząć casualowo od easy i obejrzeć to:

Czytaj dalej

Otagowane , , ,

Melodie kolorów jesiennych

Grafomańsko brzmi? Pewnie że tak. Ale jak Was dopadnie mentalna jesień, to stwierdzicie, że melancholijnie, więc teraz japa i obczajcie, czego posłuchać kiedy już nadejdzie smutek.

Tytułem nawiązuję do bardzo ciekawego i oryginalnego programu, który nieprzerwanie od 2005 roku emitowany jest na antenie Radia Kampus w poniedziałki o północy. Melodie Mgieł Nocnych. Szczerze polecam posłuchać, a jak ktoś nie może, to zapraszam tu.

Tyle wstępu, teraz tarzamy się w liściach.

 

Baroness

Przyznam, że dałem dupy jakieś 3 lata temu, kiedy ich poznałem i zupełnie zignorowałem. A to dlatego, że kojarzyli mi się z jakimś wyjątkowo nieprzyjemnym sludge’m, a grają łagodnie, miejscami tylko delikatnie dodając gazu. Oprócz ciekawej muzyki zwróciłem uwagę na wizualną część – nie chłopaków, a okładek ich płyt. Podobnie jak Closterkeller, nazywają je kolorami. Ale w odróżnieniu od Anji, dużo prościej, jak to chłopaki. Blue, Red, i ostatni, dwupłytowy album Yellow & Green mają świetne okładki, oczywiście w kolorystyce analogicznej do tytułu. Nie znam się na rysunku i grafice, nie wiem, co takiego w sobie mają, że mogę je oglądać długo i wiele razy, ale coś takiego w nich jest, że mi się nie nudzi. Poniżej oficjalne wideło do kawałka z ostatniej, zielono-żółtej płyty:

 

 

 

Anathema

Czy trzeba przedstawiać? Mam nadzieję, że nie, bo ten band to instytucja, co więcej – instytucja rodzinna. Ostatnie 13 lat, od wydania A Fine Day To Exit w 2001, to dla tego zespołu ruch jednostajnie przyspieszony, ewolucja i postęp. Każdy kolejny album jest lepszy. No, może między ostatnim, Distant Satellites, a poprzednim, Weather Systems, trochę zwolnili, bo oba są prawie tak samo świetne, ale było DVD, wiadomo, czasami idzie wolniej. Ważne, że idzie, a w zasadzie płynie. Polecam:

 

 

 

Votum

Wiem, brzmi jak skandynawski uber-tru-pagan-black metal. A jest polskim progrockiem z dużą dozą “art”. Bardzo ładne melodie chłopcy tworzą, bez specjalnej instrumentalnej masturbacji, tak, że można słuchać ich bez połamania muzgu. A serio, to bardzo przyjemna muzyka, nawet jako tło do składania tiszertów i parowania skarpetek (sprawdziłem wczoraj, działa). Mają na koncie trzy albumy, ale szczególnie polecam środkowy, Metafiction.

 

 

 

Mouth Of The Architect

Jak mawia wuj Zygmunt (dla przyjaciół Zigi),  muzyka nie ma być łatwa. Ma być dobra. I tak właśnie jest z MOTA, nic więcej nie napiszę.

 

 

 

A gdy już dopadnie jesień mentalna na pełnej i myśli zaczną zapierdalać jak pendolino, sprawdzi się niezawodny Bisz/B.O.K. Każde przesłuchanie Wilka Chodnikowego jest pewną terapią. Jak z Czystą Brudną, tylko trochę w inną stronę.

Cztery damskie wokale przy których twardnieję

Zgadza się, twardnieję. “A nie można tego jakoś ładniej powiedzieć?!” Można. Ale tak jest zgodnie z prawdą. I wcale nie chodzi mi o aparycję Pań, ale o głosy właśnie. Oczywiście, że dodatkowo są one (te głosy) uwodzicielskie, pociągające, zmysłowe. Ale dodatkowo, a nie przede wszystkim.

Czytaj dalej

Co z tymi Ursynaliami?

Tegoroczne Ursynalia zakończyły się 4 dni temu. Sporo podsumowań już się pojawiło, między innymi u Zbyszka, postanowiłem chwilę odczekać, obrać pozycję dystansu. I z dystansu oceniam tą imprezę tak samo, jak zaraz po jej zakończeniu, czyli…

Czytaj dalej

Otagowane ,

Wielkie powroty, sentymenty i Ursynalia

Że historia jest powtarzalna, a świat zatacza koło, wiadomo nie od dziś. Trendy są powtarzalne, każda nowa moda jest odzwierciedleniem czegoś, co całkiem niedawno już było, czasami z lekkimi modyfikacjami. Mówi się, że kolejne pokolenia nie szanują przeszłości, chcą czegoś nowego, czegoś więcej. Zawsze? Nie koniecznie, nie wszyscy.

Czytaj dalej

Otagowane

„Cicha Woda” urwie brzegi

Kiedy wiele miesięcy temu recenzowałem Równonoc Donatana, pisałem, że to płyta, która sprawiła, że zacząłem zwracać uwagę na hip-hop. Na warstwę tekstową, produkcyjną, wreszcie estetyczną w klipach, jakich dawno nie widziała polska muzyka. I to było świetne.

 

Czy Donatan, jako pomysłodawca i producent tamtego przedsięwzięcia, dalej robi dobrą robotę w takich produkcjach jak My Słowianie czy Cicha Woda, która dzisiaj ma swoją premierę?

Czytaj dalej

Źle się dzieje w państwie szwedzkim

Natrafiłem dzisiaj na newsa o tym, że zespół Katatonia opuszcza perkusista, Daniel Liljekvist. News jak mnóstwo innych, bo muzycy to artyści, a artyści humorzastymi są nie od dzisiaj. Problem polega na tym, że powodem odejścia wcale nie są rozbieżności artystyczne, czyli w praktyce kłótnia z kumplami z zespołu. Problemem jest kasa. Parę miesięcy temu o kasę poprztykali się dziadkowie ze Slayera, bo zarabiali jej tak dużo, że nie ogarniali. Natomiast w Katatonii, zespole dla mnie tylko trochę mniej legendarnym niż Slayer, sytuacja jest zgoła odmienna. Oto treść oświadczenia, jakie wydał Daniel:

Myślałem o tym przez kilka ostatnich miesięcy i doszedłem do smutnej decyzji, iż nadszedł czas by opuścić zespół. Nie ma to nic wspólnego z ‘różnicami artystycznymi’ i tego typu pierdołami. Po prostu nie jestem w stanie połączyć pracy, życia rodzinnego i jednocześnie w 100% zaangażować się w zespół. Czasy dla muzyków są teraz trudne, więc zdecydowałem się skoncentrować na mojej rodzinie i znaleźć normalną pracę, dzięki której będę w stanie zapłacić rachunki.

Słabo, prawda? I to w Szwecji, gdzie mocna muza jest dobrem narodowym, gdzie poziom życia jest wyższy niż u nas, a zarabia się lepiej. Katatonia jest zespołem światowej sławy i światowej klasy, grali na całym świecie, istnieją ponad 20 lat. I co? I dupa. Zatem gdy znowu usłyszę, że ciężka praca, robienie swojej roboty, praca nad jakością muzyki najlepiej jak się potrafi itd. to podstawa, a sukces za tym pójdzie, to wepchnę ten bullshit wypowiadającemu z powrotem do ust. Bo mam wrażenie, że prawdziwa sztuka, w którą wkłada się wszystko: czas, energię i serce, coraz szybciej traci na wartości na rzecz plastiku – i nie rozbijam się tutaj o gatunki muzyki czy sztuki, tak chyba jest wszędzie.

Na koniec mój ulubiony singiel Katatoników:

 

Newsa znalazłem na Metalnews.pl

Soundtrack to my life #2 – Scenes From A Memory

“Dream Theater, taki słabo znany zespół…” – te słowa wypowiedział jakieś 13 lat temu mój kolega z bloku obok, Paweł J., wręczając mi przepalaną płytę w tzw. “grubym” pudełku. Verbatim, porządna, znaczy że nie “stracona” na jakiś badziew. Zero podpisu, żadnego tytułu, spisu kawałków. Tylko ta wieloznaczna nazwa. Powiedział też: “Najlepiej słuchaj na słuchawkach albo dobrym stereo, koniecznie w półmroku. Wsłuchaj się, odpłyniesz…”. Tak poznałem płytę Metropolis pt. 2: Scenes From A Memory.

Czytaj dalej