Melodie kolorów jesiennych

Grafomańsko brzmi? Pewnie że tak. Ale jak Was dopadnie mentalna jesień, to stwierdzicie, że melancholijnie, więc teraz japa i obczajcie, czego posłuchać kiedy już nadejdzie smutek.

Tytułem nawiązuję do bardzo ciekawego i oryginalnego programu, który nieprzerwanie od 2005 roku emitowany jest na antenie Radia Kampus w poniedziałki o północy. Melodie Mgieł Nocnych. Szczerze polecam posłuchać, a jak ktoś nie może, to zapraszam tu.

Tyle wstępu, teraz tarzamy się w liściach.

 

Baroness

Przyznam, że dałem dupy jakieś 3 lata temu, kiedy ich poznałem i zupełnie zignorowałem. A to dlatego, że kojarzyli mi się z jakimś wyjątkowo nieprzyjemnym sludge’m, a grają łagodnie, miejscami tylko delikatnie dodając gazu. Oprócz ciekawej muzyki zwróciłem uwagę na wizualną część – nie chłopaków, a okładek ich płyt. Podobnie jak Closterkeller, nazywają je kolorami. Ale w odróżnieniu od Anji, dużo prościej, jak to chłopaki. Blue, Red, i ostatni, dwupłytowy album Yellow & Green mają świetne okładki, oczywiście w kolorystyce analogicznej do tytułu. Nie znam się na rysunku i grafice, nie wiem, co takiego w sobie mają, że mogę je oglądać długo i wiele razy, ale coś takiego w nich jest, że mi się nie nudzi. Poniżej oficjalne wideło do kawałka z ostatniej, zielono-żółtej płyty:

 

 

 

Anathema

Czy trzeba przedstawiać? Mam nadzieję, że nie, bo ten band to instytucja, co więcej – instytucja rodzinna. Ostatnie 13 lat, od wydania A Fine Day To Exit w 2001, to dla tego zespołu ruch jednostajnie przyspieszony, ewolucja i postęp. Każdy kolejny album jest lepszy. No, może między ostatnim, Distant Satellites, a poprzednim, Weather Systems, trochę zwolnili, bo oba są prawie tak samo świetne, ale było DVD, wiadomo, czasami idzie wolniej. Ważne, że idzie, a w zasadzie płynie. Polecam:

 

 

 

Votum

Wiem, brzmi jak skandynawski uber-tru-pagan-black metal. A jest polskim progrockiem z dużą dozą “art”. Bardzo ładne melodie chłopcy tworzą, bez specjalnej instrumentalnej masturbacji, tak, że można słuchać ich bez połamania muzgu. A serio, to bardzo przyjemna muzyka, nawet jako tło do składania tiszertów i parowania skarpetek (sprawdziłem wczoraj, działa). Mają na koncie trzy albumy, ale szczególnie polecam środkowy, Metafiction.

 

 

 

Mouth Of The Architect

Jak mawia wuj Zygmunt (dla przyjaciół Zigi),  muzyka nie ma być łatwa. Ma być dobra. I tak właśnie jest z MOTA, nic więcej nie napiszę.

 

 

 

A gdy już dopadnie jesień mentalna na pełnej i myśli zaczną zapierdalać jak pendolino, sprawdzi się niezawodny Bisz/B.O.K. Każde przesłuchanie Wilka Chodnikowego jest pewną terapią. Jak z Czystą Brudną, tylko trochę w inną stronę.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: