Miasto Luster – 2 lata do tyłu

Właśnie niecałe dwa lata temu zainteresowałem się tym zespołem, ponieważ oni zainteresowali się mną. A konkretnie portalem, do którego wtedy pisałem, nieistniejącym już Moosic.pl. Poszedłem na koncert, posłuchałem kawałków, porozmawiałem z Carolin, wokalistą City Of Mirrors. To było w styczniu albo lutym 2013. Napisałem wtedy, że czekam na EPkę, która ukazała się niedawno na rynku – to dobra okazja do odświeżenia tego tekstu. W międzyczasie powstał też klip, zespół poszedł do przodu. Z dzisiejszej perspektywy ten prawie dwuletni tekst nabiera trochę innego wymiaru.

Mam problem z wywiadami. Nigdy nie umiem ich skompresować, skrócić. Z Carolin widziałem się dwa razy. Bo jeden było za mało. No i jak z ponad 3 godzin rozmów wyciągnąć to, co najważniejsze, syntezę, miąższ? Nie mam problemu z wyciąganiem najciekawszych rzeczy, tylko z 3 godzin pasjonującej wręcz rozmowy trzeba coś odrzucić, a wolałbym nie wycinać nic. Bo albo ta rozmowa była szczególna i wyjątkowa, albo każda taka dla mnie jest. Dam Wam znać, jak już ustalę, a tymczasem zapraszam do przeczytania.

Spóźniła się piętnaście minut. Pociąg podmiejski miał awarię. Ja tego dnia miałem też kilka awarii. Mentalnych. I perspektywę kolejnej nocy zarwanej niekoniecznie na przyjemnych rzeczach. Głupio mi było przed samym sobą i przed Carolin, że pewnie będę poirytowany, zmęczony, zdekoncentrowany. Że tak nie powinno się chodzić na wywiad z rozmówcą, którego/którą traktuję poważnie. Te piętnaście minut było zbawiennym czasem potrzebnym na wyciszenie się, uspokojenie myśli. Przeczytanie wywiadu z Janem Hartmanem, zapomnienie o deadline’ach, pracowych “wyzwaniach” i zbliżającej się przeprowadzce. Buforem przed najbardziej chyba otwartą i szczerą osobą, której praktycznie nie znam.

 

Ale zacznijmy od początku.

Jak to wszystko się zaczęło? Poznaliście się w liceum?

Nie, szukałam po prostu kogoś, kto pomoże mi z moimi tekstami – pisałam ich bardzo dużo, ale nie chciałam komponować ich pod pianino, tylko pod gitarę, a sama nie grałam na gitarze. Pisałam piosenki, sama układałam linię melodyczną, ale chciałam czegoś więcej, pełnej, kompletnej całości. Nie chciałam być solowym artystą.

Uczyłaś się śpiewać?

Jest spięta, zdenerwowana, widać, że się przejmuje, waży słowa. Zależy jej na idealnej odpowiedzi.

Tak, byłam w szkole muzycznej, i tam chyba przeszłam wszystko, od Edyty Górniak aż po operę. Ale nie czułam tego zupełnie, aż do trochę innego repertuaru jak np. Zombie The Cranberries. No i zaczęłam szukać ludzi do grania.

Nie macie stałego terminu?

Nie, gramy najczęściej u basisty, który ma do tego doskonałe warunki w domu.

Ile już gracie?

W obecnym składzie od sierpnia, al zespół istnieje od 2011 roku. Wtedy powstała nazwa.

Skąd taka nazwa, ma jakieś znaczenie?

Carolin uśmiecha się, spogląda w prawo, zastanawia się chwilę, a potem płynie. Płynie w 100% szczerze, a jej skrępowanie znika po kilkudziesięciu sekundach.

Tak. Przyjechałam do Warszawy do liceum, żeby się uczyć, ale tak naprawdę chciałam zmienić środowisko, otoczenie – mniejsza o powody. Bywałam w Warszawie wcześniej, ale dopiero, gdy tu zamieszkałam, to miasto zrobiło na mnie duże wrażenie, inspirowało. Dawało mi poczucie wolności, którego potrzebowałam, poczucie ogromu możliwości, które są przede mną. Wieżowce są przecież dużymi lustrami. I te wielkie wystawy sklepowe, i spieszący się ludzie, którzy nie widzą swoich odbić, bo nie chcą, nie myślą o tym, żeby na chwilę się zatrzymać i spojrzeć na siebie. Widzisz miasto i jego odbicie. Widzisz ludzi za szybami, ale oni nie zwracają uwagi na Ciebie… Jak lustro weneckie. A że zawsze interesował mnie motyw lustra, w literaturze czy sztuce, to takie właśnie skojarzenie było naturalne. No i w tym mieście luster, w Warszawie, wszystko się zaczęło.

Okej, czyli od sierpnia 2012 macie nowy skład. I co, nagrywacie coś nowego, czy mieliście już coś wcześniej?

Wszystkie rzeczy, które wypuszczamy, nagrane są po sierpniu 2012.

Załoźenie zespołu to był Twój pomysł, Twoja była koncepcja z dwoma gitarami… Czyli w zasadzie to Ty jesteś liderem / liderką zespołu?

Trochę się wystraszyła…

Można tak powiedzieć, ale…

No właśnie – widzę, że bardzo chcesz, żebyście byli postrzegani jako zespół.

Bo nie chcę, żeby ludzie myśleli, że to wszystko to jest moja zasługa. Tak, to ja podjęłam inicjatywę stworzenia zespołu, wymyśliłam nazwę, wymyśliłam dwie gitary. Ale gdybyś był na naszej próbie to zobaczyłbyś, że to jest jedna wielka burza mózgów. Każdy wnosi coś innego. Nie lubię takich sytuacji, gdy na okładce jest na przykład tylko lider. Bo przecież za nim zawsze stoi cały zespół. I ja wiem, jak wiele to jest warte, jaka jest między nami chemia przy tworzeniu, to nie jest porównywalne z niczym, co ja do tej pory w życiu czułam, rozumiesz? Chyba tylko do miłości. Bo to jest coś pięknego i jeżeli ktoś uznaje to, co my tworzymy, za piękne, to to jest najlepsza rzecz jaką możemy usłyszeć.

Czasami chłopaki mówią mi: Ty jesteś liderem, zdecyduj.

Jest skromna, ale też świadoma swojej roli i gotowa stawić temu czoła. Nawet głęboko ukrywając wątpliwości, emocje, niepewność.

Mają rację.

Uśmiech.

Okej, i ja biorę na siebie tą odpowiedzialność, ale to nie jest tak, że oni są mniej ważni.

Stawia na swoim.

Na czym się wychowałaś, czego słuchałaś, co Cię ukształtowało? Bo wspominałaś, że w Twoim domu nie słuchało się rocka.

Na pewno wpływ miała na mnie ta muzyka, którą śpiewałam w szkole muzycznej, czyli wszystkie klasyczne wokalistki, na piosenkach których się ćwiczy, Whitney Houston, Celine Dion i tak dalej. Ale w domu słuchałam bardzo dużo jazzu, i to właśnie dzięki rodzicom. To nauczyło mnie eksperymentować z moim głosem, jeszcze poza szkołą muzyczną. No i Christina Aquilera… Ona powinna śpiewać jazz!

Pierwszym już rockowym zespołem, którego słuchałam, było Evancescence – grałam sobie ich kawałki na pianinie. Potem trochę ciężej, czyli Lacuna Coil. No ale wyszłam od jazzu.

Karierą celujecie w zachód. Gdzie widzisz siebie i zespół za dwa lata?

Zastanawia się chwilę, jakby nie wiedziała, czy powiedzieć, zdradzić plany.

Na pewno chcemy spróbować swoich sił w Niemczech.

Przełamuje się.

Tamten rynek muzyczny jest bardzo otwarty na muzykę rockową, ja znam niemiecki, nie jest tak daleko, więc zobaczymy, jak nam tam pójdzie. Planujemy pojechać tam w wakacje na dwa tygodnie.

Sami sobie chcecie zorganizować tą trasę? Szukacie sponsora, wydawcy, promotora?

Na razie rozmawiamy z Fonografiką w sprawie dystrybucji cyfrowej materiału, który u nich zarejestrujemy. Mają nam przedstawić umowę, którą dogłębnie sprawdzimy. Bo już mieliśmy kilka takich propozycji, głównie od menadżerów, które były absolutnie niedopuszczalne i niekorzystne dla nas.

Okej, za dwa lata chcecie być rozpoznawalnym zespołem w Polsce i na zachodzie. A co za pięć lat? Studiujesz prawo, jeszcze 3 lata studiów. I co dalej? Chcesz grać rockandrolla, chcesz wykonywać swój zawód? Masz plan dla siebie?

Ja wiem, dlaczego jestem na studiach. Bo mam sporo znajomych po szkole muzycznej, którzy wychodzą z założenia: Muzyka jest moją pasją, chcę zajmować się w życiu muzyką. I siedzą w domu i czekają, aż ktoś do nich zadzwoni i powie: Będziesz gwiazdą za 5 minut. Nie jestem tak naiwna, nie jestem w stanie stwierdzić, że jestem na tyle wielkim artystą, żeby tak było. Muszę mieć na czym stać, muszę mieć na czym budować to życie, którym żyję obecnie. Wykształcenie sprawia, że jest się człowiekiem świadomym – świata, rzeczywistości, innych ludzi, dają pewną wrażliwość. I to wpływa też na moje teksty. Te studia to pragmatyzm, efekt jakiejś świadomości tego, że nie będzie tak, że wyjdę, zaśpiewam dwa razy i będę gwiazdą. Każdy z nas coś robi. Milad studiuje ratownictwo medyczne, chce zdawać na medycynę. Cyprian pracuje…

Ale gdyby ktoś teraz do nas przyszedł i powiedział: Podpisujecie kontrakt, jedziecie do Anglii, nagrywacie płytę, nie martwicie się o promocję, to ja zostawiam studia, robię rok przerwy, sprawdzam, czy to działa, a jak nie działa, to wracam. Ale chcę mieć na czym stać, jak już wrócę. Ale to nie jest tak, że studia mnie nie interesują – jestem na odpowiednich studiach.

Zauważasz, że to Ty przyciągasz dużą część publiczności? Mam na myśli tą męską część.

Uśmiecha się nieśmiało.

Tak, od czasu do czasu dostaję wiadomości…

Chcą się z Tobą umawiać?

No… Ja na przykład nie komentuję na fanstronie z prywatnego profilu, ale jeden chłopak mnie kiedyś znalazł i… No różnie bywa. Faceci lubią dziewczyny, które nie są księżniczkowate, które robią coś swojego, oryginalnego. W większości to są ludzie, którzy chcą pochwalić muzykę, a przy okazji mnie bliżej poznać.

Skąd pomysł na te dwa single, czyli We Won’t Die i Inconnected?

Te dwa utwory są do siebie podobne tematycznie – dotyczą tej samej sprawy. Jeden ujmuje ją w bardzo pozytywny sposób, drugi nie pozostawia tylko odrobinę wiary w pozytywne zakończenie. To nasza, krótka bo krótka, ale jednak historia, przeciwności, które pokonaliśmy. We Won’t Die jest pozytywnym kawałkiem, dającym nadzieję i w zasadzie od niego wszystko się zaczęło. To nasz hymn. Jestem z obu tych kawałków bardzo dumna, również z warstwy lirycznej.

Bardzo dbacie o wizualną część tego, co macie do zaoferowania fanom. Okładki do każdej piosenki, estetyczna strona www, fanstrona, elegancki tumblr, Twitter, Instagram… Dbacie też o komunikację na najwyższym poziomie. Czy to są wszystkie pozamuzyczne czynniki, które powodują, że macie dużo i coraz więcej fanów, że macie tysiąc wyświetleń klipu z nowym utworem w dwa dni po premierze? Zastanawiam się po prostu, co jest motorem tego sukcesu? Bo ja to postrzegam jako sukces.

Są zespoły, które popełniają błąd wchodząc w agresywną, intensywną komunikację, na przykład za pomocą czyjegoś kontentu, generowaniu hejtu – byleby mówili. Każdy nasz post jest przemyślany, oczywiście z pewną dozą spontaniczności. Ale dbamy o najwyższą jakość tego, co dajemy fanom, bo na razie nie możemy dać im na przykład płyty. Ta najwyższa jakość to nasz sposób podziękowania im za to, co dla nas robią.

Okej, ale zobacz: Jest mnóstwo innych zespołów, z dużo większym dorobkiem, płytami, trasami po kraju, i im tak dobrze nie idzie jak Wam. Nie chcę wyciągnąć od Ciebie przepisu na sukces, bo on jest dla każdego inny, ale intryguje mnie, co takiego robicie? Czy to jest grupa znajomych, która Wam tak pomaga? Bo nie wierzę, żeby nawet 20 oddanych fanów zrobiło taką robotę, to musi być coś więcej.

Część z tych ponad ośmiuset lajków to znajomi. Ale są też ludzie, którzy wyszukują nowości, znajdują nas i nas wspierają – i to jest dla nich jakaś misja pokazania nas jak największemu gronu swoich znajomych. Jest kilka takich oddanych osób, to jest fenomenalne. Mamy też jakieś zainteresowanie z zagranicy, ale to bardziej na Twitterze niż na Facebooku.

Zastanawia się chwilę bawiąc się wisiorkiem w kształcie błyskawicy z logo “Flash”

Mój głos też trochę łagodzi naszą muzykę, dzięki temu trafiamy może do szerszego grona odbiorców? W Polsce zdecydowanie więcej jest głosów męskich w grupach rockowych. Pewnie przyciąga też “wizualna” strona, o której rozmawialiśmy wcześniej… Nie wiem, co jeszcze…

Ludzie chcą nas wspierać, bo nie zalewamy ich gównem, szanujemy ich. Jesteśmy konsekwentni, Jesteśmy wobec nich szczerzy. Może raz… Nie, nigdy. Nigdy nie zrobiliśmy niczego wbrew sobie.

CityOfMirrors

CityOfMirrors

Kawa o smaku źółwia, sok z marchwi, makaron, pół litra wody z cytryną, pieczywo czosnkowe. I jeszcze coś, herbata chyba. Dużo momentów ciszy, dużo uśmiechów, szczerości, dużo emocji, choć ukrywanych.

Dużo zapętlonych utworów. Nie wiem, ile razy słuchałem Inconnected, Dead Weather i We Won’t Die w ciągu ostatnich dwóch tygodni. Ale na tyle dużo, że czekam na EPkę, która niebawem się ukaże. I mam szczerą nadzieję, że otworzy City Of Mirrors drogę do realizacji ich planów. Może i ambitne, może i w tym momencie wydają się ciężkie do osiągnięcia. Ale wiem, że oni – prędzej czy później – tego dokonają.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: