Cztery damskie wokale przy których twardnieję

Zgadza się, twardnieję. “A nie można tego jakoś ładniej powiedzieć?!” Można. Ale tak jest zgodnie z prawdą. I wcale nie chodzi mi o aparycję Pań, ale o głosy właśnie. Oczywiście, że dodatkowo są one (te głosy) uwodzicielskie, pociągające, zmysłowe. Ale dodatkowo, a nie przede wszystkim.

Któryś z weteranów rockandrolla powiedział kiedyś, że dobra muzyka ma łapać za jaja i wstrzymywać oddech (czy jakoś tak). Zatem wszystko się zgadza. No to konktrety, kolejność z dupy:

 

  1. Sandra Nasić

Płyta “Don’t Give Me Names” Guano Apes, którą kupiłem za złotych piętnaście na bazarze, to był mój pierwszy kontakt z Panią w wymiarze, że tak powiem, pełnym. Wcześniej słyszałem gdzieś kawałek “Lords Of The Boards”, który to zmotywował mnie do kupna płyty. Takiego damskiego wokalu wcześniej nie słyszałem, był tak bardzo różny od Ani Orthodox czy Medeah, których wtedy intensywnie słuchałem, że nie mógł nie zainteresować. Bo Sandra z jednej strony potrafi dać do pieca w takim “Lords…” właśnie czy “Kumba Yo”, w którym dodatkowo jeszcze przyrapuje. Kobieta renesansu!

 

  1. Aya

A właściwie Anna Stefanowicz, wokalistka Unsun, żona Mausera, dawnego gitarzysty Vader, który porzucił deathmetalową panzerdivision aby stworzyć Unsun. Mam z tym zespołem taki problem, że nie przyjmuję do wiadomości istnienia pierwszej płyty zespołu. No może poza singlowym “Whispers”, ale też jest na granicy. Kompozycyjnie jest słaby, ale to, co najbardziej mnie irytowało, to angielski akcent Ayi (tak się to chyba odmienia) – no kurde, jak pani Krystyny w Czikago na Jackowie, tragedia… Dzięki Bogu/Szatanowi, poprawiło jej się znacznie na drugiej (i jak na razie ostatniej) płycie Unsun, czyli “Clinic For Dolls”, która jest jednym z lepszych okołorockowych tworów eksportowych. Zresztą w jakimś wywiadzie Mauser i Aya przyznali, że ich głównym targetem nie jest polski odbiorca, tylko bardziej Japoński, i to słychać i widać. Ale ja jako polski odbiornik płytą jestem zachwycony, jeszcze bardziej głosem Ayi. Nie wiem, czy ta delikatność, niewinność i ulotność są wypracowane czy nabyte, ale tak kontrastują z muzyką, że paradoksalnie świetnie się tego razem słucha. Polecam singiel z “Clinic…” pod tytułem “Home”.

 

  1. Agnieszka Chylińska

Jej głos zna każdy w tym kraju. Możliwościami i agresją zawstydzała niejednego metalowego “wymiatacza” (ze mną wyłącznie) i niejedną bardziej lub mniej słodką śpiewającą dziewczynkę w talent show i nie tylko. Posłuchajcie płyt O.N.A. “Pieprz”, “Mrok” i Chylińskiej “Winna” właśnie w tej kolejności. Tryptyk.

 

  1. Maria Brink

Wokalistka In This Moment. Kejs podobny jak u Sandry, z tym, że oprócz agresji i sporego “wygaru” ma naprawdę bardzo ładny, przejmujący głos. I kiedy człowiek już się w tym niekoniecznie aksamitnym, ale pięknym głosie zasłucha, Maria zaraz przypierdoli w potylicę krzykiem wespół z potężnym riffem. I to właśnie u Niej jest genialne. Próbka tu.

 

Reklamy

4 thoughts on “Cztery damskie wokale przy których twardnieję

  1. mati pisze:

    Lizzy Hale!!!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: