10 ważnych filmów

Nigdy nie interesowałem się specjalnie kinem, moje zainteresowanie tą dziedziną sztuki ograniczało się zazwyczaj do “o, fajny trailer, można obejrzeć”. Nie potrafię ocenić kunsztu, żaden film nie wpłynął na moje życie w takim stopniu, żeby coś w nim zmienić. Ewentualnie cośtam sobie przemyśleć i albo wdrożyć delikatną korektę w myśleniu/działaniu, albo na pomyśliwaniu zakończyć. Do spisania sobie dziesięciu filmów, które z jakichś względów szczególnie zapadły mi w pamięć, sprowokowała mnie znajoma Gospodyni, a skoro już spisałem, to dlaczego miałbym się nie podzielić? I tak nie będę często pisał tu o filmach, więc niech będzie.


Nikogo nie będę nominował, jak chcecie komuś pomagać, po prostu to róbcie, jak nie chcecie to nie róbcie, bez udawania. Trend nominowania z książkami celnie opisał dzisiaj Michał Górecki, więc daruję tą zabawę sobie i Wam.

 

Ale do rzeczy, kolejność chaotyczna, w tytułach linki do trailerów:

 

1) Star Wars – klasyczna trylogia, special edition, druga połowa lat 90tych – bo byłem na nich z ojcem i byłem bardziej podjarany tym faktem niż filmem. Podjaranie filmem przyszło później.

2) Into The Wild – bo w jakimś niedużym pewnie stopniu spowodował zmianę sposobu patrzenia na priorytety w życiu.

3) Walk The Line – bo – bardzo późno, to prawda – uświadomił mi, że rockandroll to nie “falafel na cienkim”, ale też prawdziwe, smutniejsze życie, i odkrył przede mną twórczość Casha.

4) Hotel Rwanda / Sometimes In April / Shake Hands With The Devil – bo uświadomiły mi, że ludzkie okrucieństwo nie skończyło się …dziesiąt lat temu.

5) The Believer – bo świetny film, poza tym akurat ten seans i ten film zapadły mi w pamięć ze względów osobistych.

P.S. Dopiero teraz, szukając trailera na YT, żeby go tu podlinkować, zdałem sobie sprawę z tego, że główną rolę gra… Ryan Gosling.

6) Prestige – bo ma genialną konstrukcję fabularną.

7) Fight Club – ten film nie potrzebuje uzasadnienia.

8) Serial The Wonder Years – bo Fred Savage zrobił moje dzieciństwo.

9) Serial Californication – bo co drugi odcinek pod powierzchownością kretynizmu i szowinizmu sprawia, że myślę dużo o wielu rzeczach.

10) Once – bo to najbardziej pozytywny film świata, w którym tak naprawdę nic poza przyjaźnią się nie dzieje, i może właśnie dlatego.

 

A, i jeśli masz zamiar skomentować: „Hej, ale miały być filmy, a są seriale!” – uprzedzam, wykurwiaj. Mój blog, mój ranking, moje zasady. Pozdrawiam.

Reklamy
Otagowane , , , ,

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: